menu

Kate & Terrence - międzynarodowy, plenerowy ślub w Portugalii

Portugalia mnie zaskoczyła kilkanaście razy. Spodziewałam się słonecznych wybrzeży, a co za tym idzie także i tego, że przywiozę z tej wyprawy mnóstwo skąpanych w południowym słońcu kadrów. Nic z tych rzeczy. Postawiła na swoim i pokazała mi dni, w których mgła jest tak gęsta, że całkowicie przykrywa rozjuszony ocean. Przez większość mojego pobytu mogłam go tylko usłyszeć ale nie mogłam zobaczyć. Było chłodno i wietrznie. Praktycznie nie rozstawałam się z kurtką, którą przed wyjazdem wrzuciłam na dno torby, z nadzieją że w ogóle jej nie użyję. Zakochałam się w tym tajemniczym klimacie, a zmienność (pogody) stała się dla mnie symbolem całego wyjazdu i po raz kolejny dała mi pewną lekcję. Pokazała jak ważna jest w życiu umiejętność odnalezienia się w nowych warunkach, nawet jeżeli twój precyzyjnie nakreślony plan zakładał zupełnie inaczej.

Jestem bardzo wdzięczna za możliwość, którą dał mi mój zawód, a przede wszystkim jestem wdzięczna Kasi za zaufanie, że nie bała się ściągnąć mnie tysiące kilometrów, abym sfotografowała jej piękny ślub na kamiennym tarasie z widokiem na ocean. Dwa kolory piasku połączone w szklanym naczyniu symbolizowały miłość, jedność kontynentów, wspólną rodzinę, połączenie kultur.

Dokładnie w momencie rozpoczęcia ceremonii, słońce nieśmiało zaczęło wychylać się zza mgły. Wiedziałam, że to jest dobry znak, lecz jednocześnie przeczuwałam, że mam niewiele czasu, aby wykorzystać „okno pogodowe” do zdjęć na tle turkusowej wody. I miałam rację, dosłownie kilka chwil później wszystko ponownie skąpane było w białym mleku.

Jeden z najsłodszych momentów, który zapamiętałam z przyjęcia, to chwila gdy Kate wraz z dziećmi usiadła na brzegu kamiennego wybrzeża po to, aby opowiedzieli sobie nawzajem swoje sekrety. Nie mogę Wam zdradzić co wtedy uslyszałam ale mogę pokazać co pięknego podejrzałam przez obiektyw… Zresztą sami zobaczcie!

zamknij menu